Kontekst historyczny: kim byli „grzesznicy” i „odrzuceni” w czasach Jezusa
„Grzesznicy” w Ewangeliach – nie tylko moralni wykolejeńcy
W języku Ewangelii słowo „grzesznicy” nie ogranicza się do osób jawnie niemoralnych. Oznacza wszystkich tych, którzy zostali uznani za żyjących poza Bożym prawem – często na podstawie społecznych i religijnych kryteriów, a nie faktycznego stanu serca. Określenie to obejmowało ludzi o wątpliwej reputacji, tych, którzy nie przestrzegali skrupulatnie przepisów Prawa, a także osoby trwale napiętnowane przez środowisko.
W tym kontekście „grzesznikiem” mógł zostać nazwany ktoś, kto:
- nie zachowywał przepisów rytualnej czystości,
- pracował w zawodzie postrzeganym jako moralnie podejrzany (np. celnik, poborca podatków),
- pochodził z „nieczystego” środowiska, miał złą opinię lub rodowe obciążenia,
- był publicznie znany z niemoralnego życia (np. prostytutka, złodziej).
W praktyce więc „grzesznik” w oczach faryzeuszy to ktoś, kogo omijano, by samemu nie stać się „nieczystym”. Z takimi ludźmi nie jadano, nie wchodzono w bliskie relacje, nie zapraszano ich do stołu. Jezus burzy ten schemat.
Odrzuceni: margines religijno-społeczny Izraela
W społeczeństwie żydowskim I wieku istniał wyraźny podział na „pobożnych” i „resztę”. Granica nie przebiegała tylko po linii moralności, ale również:
- statusu społecznego – biedni, chorzy, żebracy, wdowy, sieroty,
- pochodzenia – cudzoziemcy, Samarytanie, mieszkańcy „gorszych” regionów, jak Galilea,
- czystości rytualnej – trędowaci, kobiety w okresie nieczystości, osoby z krwotokiem,
- profesji – pasterze, prostytutki, celnicy, współpracujący z Rzymianami.
Ci ludzie tworzyli stały margines – niekoniecznie z wyboru, lecz z powodu barier kulturowych i religijnych. Społeczność religijna nie znała dla nich miejsca poza: „nawróć się, udowodnij, że się zmieniłeś, wtedy z tobą porozmawiamy”. Jezus odwraca tę logikę, rozpoczynając od stołu, spotkania i relacji.
Znaczenie stołu w kulturze żydowskiej
Aby zrozumieć, dlaczego Jezus siadał do stołu z grzesznikami, trzeba najpierw zobaczyć, co znaczył stół w tamtej kulturze. Wspólny posiłek był symbolem:
- bliskości – jadło się z tymi, których się przyjmowało jak rodzinę lub bliskich przyjaciół,
- akceptacji – wspólny stół oznaczał: jesteś przyjęty, należysz, nie jesteś wrogiem,
- pokojowego nastawienia – z wrogiem się negocjuje, ale niekoniecznie je; z przyjacielem je się w pokoju,
- czystości – jedzenie z kimś mogło narazić na „zanieczyszczenie”, dlatego religijni przywódcy unikali podejrzanych osób.
Wspólny posiłek to więc bardzo konkretny, widzialny znak. Jezus, zasiadając do stołu z odrzuconymi, w oczach faryzeuszy zachowywał się tak, jakby mówił: „oni są moimi ludźmi, są przyjęci, są mi bliscy”. Właśnie to budziło sprzeciw.
Ewangeliczne sceny: gdzie widać, że Jezus jadł z grzesznikami
Uczta u celnika Lewiego (Mateusz): Bóg wchodzi do domu „zdrajcy”
Jedną z najbardziej znanych scen, gdy Jezus siadał do stołu z grzesznikami, jest epizod z powołaniem celnika Lewiego (Mateusza). Ewangelie opisują, że Jezus:
- zatrzymuje się przy stoisku celnika,
- mówi: „Pójdź za Mną”,
- a potem uczestniczy w uczcie w jego domu, gdzie obecni są liczni celnicy i grzesznicy.
W oczach pobożnych Żydów celnik to zdrajca narodowy: współpracownik okupanta, poborca podatków, człowiek często utożsamiany z oszustwem. Jezus nie tylko do niego mówi, ale jeszcze idzie do jego domu i ucztuje z jego środowiskiem.
Reakcja faryzeuszy jest przewidywalna: krytyka skierowana nie tyle w uczniów, ile bezpośrednio w Jezusa. Odpowiedź Jezusa – „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” – odsłania głęboki sens: obecność przy stole z grzesznikami jest terapią, a nie aprobatą grzechu. Jezus nie zaprzecza ich grzeszności, ale wybiera inną metodę niż separacja – towarzyszenie.
Zacheusz z Jerycha: Jezus sam wprasza się na obiad
Historię Zacheusza charakteryzuje pewien paradoks: to Jezus sam zgłasza chęć odwiedzin. Wspina się mały człowiek na drzewo, by Go zobaczyć. Jezus zatrzymuje się, woła go po imieniu i mówi: „Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Nie ma tu negocjacji: „najpierw zmień życie, potem porozmawiamy”. Jest bezpośrednie wejście w przestrzeń człowieka powszechnie uważanego za nieuczciwego.
Reakcja otoczenia znowu jest podobna: szemranie. Dlaczego? Bo wejście do domu to coś więcej niż kurtuazja. To zaproszenie do stołu, do bliskości. Właśnie w tej przestrzeni Zacheusz podejmuje decyzję zmiany życia: oddania części majątku ubogim i naprawienia krzywd. Kolejność jest znamienna:
- Jezus przychodzi do niego bezwarunkowo,
- zasiada do stołu (domyślnie wspólny posiłek),
- dopiero potem Zacheusz się nawraca i konkretnie porządkuje życie.
Przy stole dokonuje się przełom duchowy. Relacja rodzi zmianę, a nie odwrotnie. Dla myślącego religijnie środowiska ten porządek jest rewolucyjny.
Kobieta grzeszna w domu faryzeusza Szymona: stół jako miejsce zderzenia dwóch postaw
Inna scena dzieje się w domu faryzeusza, który zaprasza Jezusa na posiłek. Do środka wchodzi kobieta „znana w mieście jako grzesznica”. Zaczyna płakać u stóp Jezusa, obmywać łzami Jego nogi, wycierać je własnymi włosami, namaszczać olejkiem. To bardzo osobisty gest, niemal skandaliczny w tamtej kulturze.
Szymon w sercu ocenia zarówno kobietę, jak i Jezusa: „Gdyby był prorokiem, wiedziałby, kim jest ta kobieta”. Jezus czyta jego myśli i odpowiada przypowieścią o dwóch dłużnikach, której puentą jest: kto doświadczył większego przebaczenia, ten bardziej kocha. Przy jednym stole siedzą więc:
- faryzeusz – pewny swojej „porządności”,
- kobieta – świadoma własnej grzeszności,
- Jezus – przyjmujący jedną i konfrontujący drugiego.
Stół staje się lustrem serca. Widać w nim pychę religijną i skruchę grzesznicy. Jezus tej drugiej mówi: „Odpuszczone są twoje grzechy”. Wbrew oczekiwaniom obecnych nie odsuwa kobiety, ale przyjmuje ją w centrum religijnego środowiska, nie przenosząc spotkania „na bok”, w dyskrecji.
Jezus i prostytutki, Jezus i „lud ziemi”
Ewangelie kilkukrotnie wspominają, że Jezus ma kontakt z prostytutkami, a „cudzołożnice i prostytutki wchodzą przed wami do królestwa Bożego”. Nie chodzi o to, że styl życia tych kobiet jest pochwalany. Chodzi o to, że one:
- przychodzą do Jezusa z realnym żalem za grzech,
- przyjmują dar przebaczenia,
- są gotowe zmieniać życie, zamiast bronić własnej drogi.
„Lud ziemi”, czyli prości, niewykształceni, bez zaplecza religijnego, również pojawiają się przy Jezusie bardzo licznie. Bliskość stołu – wspólnych posiłków, rozmów, uczty paschalnej z uczniami – pokazuje, że Jego Ewangelia nie jest dla elity, lecz dla wszystkich.

Dlaczego właśnie stół? Teologiczne znaczenie wspólnego posiłku
Stół jako obraz Królestwa Bożego
Jezus wielokrotnie porównuje Królestwo Boże do uczty, wesela, wielkiego przyjęcia. Gospodarz zaprasza gości, wielu jednak odmawia, więc na uczcie zjawiają się „kulawi, chromi, niewidomi” – wszyscy odrzuceni. Obraz jest jasny: Bóg przygotowuje stół, a na honorowych miejscach zasiadają ci, których świat odsunął.
Zasiadając do stołu z grzesznikami, Jezus pokazuje, że ta przyszła uczta zaczyna się już teraz. Nie jest tylko metaforą na „kiedyś w niebie”, ale realnym doświadczeniem:
- przyjęcia,
- przebaczenia,
- przywrócenia godności.
Wspólny stół z odrzuconymi jest więc prorockim znakiem – zapowiedzią innego porządku, w którym miarą wartości nie jest reputacja, status ani przeszłość, lecz odpowiedź na Boże zaproszenie.
Od separacji do komunii: zerwanie z logiką „czystości przez dystans”
W ówczesnym judaizmie pobożność często chroniono poprzez dystans. Czysty nie dotykał nieczystego, bo mógł się „skazić”. Jezus całkowicie odwraca ten wektor: to świętość Jezusa „zaraża” tych, którzy są grzeszni. Zamiast ucieczki od brudu mamy wyjście do brudnych miejsc, ale nie po to, by tam pozostać, tylko by je przemienić.
Stół staje się przestrzenią „ryzykowną” dla reputacji. Kto tam siada, automatycznie jest podejrzany o sprzyjanie grzesznikom. Jednak Jezus pokazuje, że prawdziwa czystość nie polega na nieskalaniu się kontaktami, ale na nieskalaniu serca nienawiścią, pogardą, obojętnością.
Dla współczesnego ucznia Jezusa to konkretne wyzwanie: czy moja wiara manifestuje się przez budowanie murów, czy mostów? Jeśli jedyną metodą ochrony dobra jest izolacja, trudno będzie naśladować Mistrza, który jadł z tymi, przed którymi inni ostrzegali.
Stół jako przestrzeń nawrócenia i dialogu, nie osądu
Przy stole Jezus rozmawia, słucha, opowiada przypowieści, odpowiada na pytania. Nie przeprowadza „sądów doraźnych” ani publicznych linczów. Zaprasza na relację, która rodzi przemianę. To kluczowe: Jezus nie udaje, że grzech nie istnieje, ale rezygnuje z metody „kij i wstyd” jako pierwszego narzędzia.
Współczesny człowiek częściej otworzy się na zmianę wtedy, gdy:
- zostanie wysłuchany bez natychmiastowego osądu,
- doświadczy, że ktoś widzi w nim więcej niż jego przewinę,
- usłyszy prawdę w atmosferze szacunku, a nie potępienia.
Jezus przy stole realizuje właśnie taki model. To mieszanka czułości i prawdy: ani pobłażliwość wobec zła, ani chłodny legalizm. Konkretny przykład: do kobiety cudzołożnej mówi: „I Ja cię nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz”. Dwie frazy, które wielu ludzi próbuje rozdzielić, Jezus łączy w jedną całość.
Dlaczego Jezus siadał do stołu z odrzuconymi? Kluczowe motywy
Bo taka jest misja: szukać i zbawić to, co zginęło
Jezus jasno definiuje swój cel: „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło”. Grzesznicy i odrzuceni to właśnie ci, którzy „zginęli” z punktu widzenia wspólnoty religijnej. Wypchnięci na margines, często bez realnej szansy powrotu, bo bramy świątyni i życia religijnego były dla nich praktycznie zamknięte.
Siadanie do stołu z nimi nie jest dodatkiem do misji – jest jej sercem. Jezus:
- idzie dokładnie tam, gdzie go „nie powinno” być,
- spotyka tych, których świat i religijne elity już spisały na straty,
- zaczyna od bliskości, a nie od wytykania.
Bo miłosierdzie ma pierwszeństwo przed ofiarą
Jezus wprost cytuje proroka Ozeasza: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary”. To zdanie kieruje do tych, którzy oburzają się na Jego bliskość z grzesznikami. Pod jednym zdaniem streszcza całą hierarchię wartości: kult bez miłosierdzia traci sens. Składanie religijnych „ofiar” – modlitw, postów, obrzędów – nie może zastąpić serca otwartego na słabych.
Stół z grzesznikami nie jest więc „słabszą formą” pobożności, ale jej sprawdzianem. Tam wychodzi na jaw, czy ktoś:
- umie zobaczyć człowieka za jego grzechem,
- jest gotów ubrudzić sobie ręce konkretną pomocą,
- wybiera miłosierdzie nawet wtedy, gdy kosztuje je to wizerunkowo.
Dla wielu ludzi religijnych w czasach Jezusa było to nie do przyjęcia. Łatwiej jest bowiem złożyć ofiarę w świątyni, niż usiąść z osobą, której się nie ufa, którą się uważa za moralnie „spaloną”. Jezus staje po stronie tych drugich, nie rezygnując z prawdy, ale przyznając absolutne pierwszeństwo miłosierdziu.
Bo patrzy głębiej niż etykiety i biografie
Faryzeusze widzą „celnika”, „nierządnicę”, „grzeszników”. Jezus widzi konkretne osoby, z ich historią, ranami, nieudanymi próbami i pragnieniem zmiany. Jego spojrzenie jest uprzedzająco życzliwe: najpierw dostrzega dobro, które może się narodzić, a dopiero potem grzech, który trzeba uleczyć.
W praktyce oznacza to inne pierwsze pytanie. Otoczenie pyta: „Co ten człowiek zrobił złego?”. Jezus jakby pyta: „Co temu człowiekowi się przydarzyło, że tu jest? Jak mu pomóc?”. Ten sposób patrzenia nie bagatelizuje win, ale pozwala rozpoznać:
- korzenie grzechu (zranienia, lęk, samotność),
- prawdziwe potrzeby, za którymi stoją złe wybory,
- potencjał dobra, który grzech przygasił, ale nie zgasił całkowicie.
Przy stole ten inny sposób patrzenia staje się wyczuwalny. Kto doświadcza, że nie jest dla Jezusa „przypadkiem moralnym”, ale osobą, ma odwagę nazwać prawdę o sobie bez uciekania w maski. Z takiej szczerości rodzi się nawrócenie głębsze niż powierzchowne poprawienie zachowania.
Bo wybiera drogę bliskości, a nie sterowania z dystansu
Można głosić moralność z bezpiecznego dystansu, nie wychodząc z grona „porządnych”. Jezus idzie inną drogą: wchodzi w świat tych, którzy są „poza nawiasem”. Siedzi przy ich stole, w ich przestrzeni, wśród ich znajomych. Nie czeka, aż staną się „godni”, by wejść do bardziej szanowanych domów.
Ta postawa może budzić lęk: czy bliskość nie rozmyje granic dobra i zła? Ewangeliczne sceny pokazują coś odwrotnego. To bliskość ujawnia prawdę jeszcze wyraźniej, ale bez okrucieństwa. Grzesznik przy Jezusie czuje się bezpiecznie na tyle, by nie udawać, a jednocześnie na tyle poruszony, by nie zostać w miejscu.
Współcześnie podobne napięcie pojawia się np. w duszpasterstwie osób uzależnionych, rozwiedzionych, osób ze środowisk LGBT, czy ludzi po wyroku. Łatwo popaść w dwa skrajne błędy:
- albo wejść w bliskość kosztem prawdy i rozmyć Ewangelię,
- albo bronić doktryny kosztem człowieka, zachowując chłodny dystans.
Jezus przy stole pokazuje trzecią drogę: najpierw relacja, potem wymagania. Nie rezygnuje z trudnych słów (jak wobec Zacheusza czy kobiety cudzołożnej), ale wypowiada je z wnętrza relacji, nie z zewnątrz.

Co to znaczy dla uczniów Jezusa dzisiaj?
„Być przy stole” z odrzuconymi w realiach XXI wieku
Dzisiaj rzadziej spiera się o to, czy wierzący może usiąść przy jednym stole z celnikiem. Pojawiają się inne pytania: czy ksiądz może przyjść na spotkanie grupy osób żyjących „nie po kościelnemu”? Czy chrześcijanin może utrzymywać bliskie relacje z kimś, kto jawnie odrzuca wiarę lub wartości moralne?
Odpowiedź, którą podpowiada Ewangelia, nie brzmi: „Wejdź wszędzie i ze wszystkimi się zgadzaj”. Raczej: nie uciekaj od ludzi dlatego, że są grzesznikami. Uczeń Jezusa jest wezwany, by być tam, gdzie są realne rany świata – ale jako świadek innego stylu życia, nie kopia środowiska, w którym się znalazł.
W praktyce „stół z odrzuconymi” dziś może oznaczać:
- wspólnotę, która zaprasza osoby po rozwodzie czy w związkach niesakramentalnych nie tylko na rekolekcje o zakazach, ale na zwykłe spotkania i rozmowę,
- rodzinę, która nie zrywa więzi z synem czy córką żyjącymi wbrew ich przekonaniom moralnym, ale szuka dojrzalszych form bycia razem,
- parafię, która organizuje świąteczną wieczerzę dla samotnych, bezdomnych, uchodźców – nie jako akcję charytatywną „dla ubogich”, ale jako realne bycie przy jednym stole.
W każdym z tych miejsc to samo napięcie: jak okazać ciepło, nie rezygnując z Ewangelii? Wzorcem pozostaje Jezus: obecny, ale nie roztapiający się w mentalności grupy; bliski, ale nie „rozgrzeszający” automatycznie wszystkiego.
Granica między towarzyszeniem a akceptacją zła
Wrażliwe sumienia pytają: gdzie kończy się ewangeliczna bliskość, a zaczyna zgoda na zło? Ewangelie podpowiadają kilka kryteriów. Jezus nigdy:
- nie udaje, że grzech nie jest grzechem,
- nie rezygnuje z wezwania do zmiany życia,
- nie dostosowuje prawdy do oczekiwań rozmówcy.
Jednocześnie równie jasno widać, że:
- nie stawia na pierwszym planie wytykania błędów,
- nie odmawia ludziom obecności zanim się poprawią,
- nie uzależnia swojej miłości od natychmiastowych efektów.
Można więc powiedzieć: Jezus przyjmuje każdego, ale nie akceptuje wszystkiego. Człowieka obejmuje w całości, natomiast jego wybory moralne poddaje rozeznaniu i – jeśli trzeba – koryguje. Uczeń Jezusa, który chce iść tą drogą, musi ciągle pytać siebie:
- czy moja obecność komuś pomaga zbliżyć się do Boga, czy przeciwnie – utwierdza go w złych wyborach?
- czy potrafię powiedzieć prawdę z szacunkiem, czy wybieram milczenie, bo boję się odrzucenia?
- czy nie używam „prawdy” jako zbroi, by trzymać ludzi na dystans?
Dlaczego tak łatwo zostać po stronie faryzeuszy
Faryzeusze nie byli jedynie czarnymi charakterami. Często szczerze pragnęli wierności Prawu, dbali o modlitwę, post, dziesięciny. Ich problem zaczynał się tam, gdzie pobożność stawała się murem. Grzesznik zagrażał im nie dlatego, że mógł ich „zarazić”, ale dlatego, że burzył ich obraz świata: my – porządni, oni – straceni.
Podobny mechanizm łatwo odnaleźć w sobie. Kiedy czyjś styl życia mnie gorszy, jest mi prościej:
- zaszufladkować: „to ludzie bez zasad”,
- odciąć się: „nie chcę mieć z nimi nic wspólnego”,
- usprawiedliwić dystans religijnymi argumentami.
Jezus, siadając do stołu z odrzuconymi, demaskuje taką duchową wygodę. Pokazuje, że Ewangelia wymaga wyjścia poza strefę komfortu – także tego religijnego. Jego uczniowie są wezwani, by konfrontować własne lęki i uprzedzenia, nie cudze życiorysy jako pierwsze.
Kościół jako wspólnota stołu, a nie klub „lepszych”
Obraz Kościoła rodzący się z ewangelicznych uczt to nie zamknięty klub „uzdrowionych”, ale szpital polowy przy stole. Sakramenty, w szczególności Eucharystia, nie są nagrodą za bezbłędne życie, lecz pokarmem dla tych, którzy ciągle potrzebują łaski.
To napięcie również bywa źródłem sporów: kto może przystępować do Komunii, jak towarzyszyć tym, którzy obiektywnie żyją w sytuacjach nieuporządkowanych? Kościół szuka mądrych dróg, by łączyć wierność sakramentalnej dyscyplinie z gościnnością serca. Bez zrozumienia postawy Jezusa przy stole z grzesznikami łatwo popaść w jeden z dwóch uproszczeń:
- „wszyscy i zawsze bez rozeznania” – co grozi sprowadzeniem sakramentów do gestu czysto kulturowego,
- „tylko nieliczni spełniający idealne kryteria” – co z kolei tworzy atmosferę lęku, selekcji i ukrywania się.
Logika Jezusa kieruje raczej ku cierpliwemu, osobistemu towarzyszeniu, rozeznawaniu dróg nawrócenia, niż ku prostym schematom „wpuszczony / niewpuszczony”. Kościół jest wierny swojemu Panu wtedy, gdy nie rezygnuje ani z prawdy o grzechu, ani z otwartych drzwi dla grzesznika.
Jak naśladować Jezusa w sztuce „bycia przy stole”
Uczyć się słuchania głębszego niż deklaracje
W scenach ewangelicznych uderza, jak uważnie Jezus słucha ludzi. Nie tylko ich słów, ale intencji, lęku, pragnień. Przy stole stwarza przestrzeń, w której mogą powiedzieć więcej niż oficjalne wyznanie win. Uczeń Jezusa, który chce być obecny przy „stołach” współczesnych grzeszników, potrzebuje podobnego słuchania.
W praktyce może to oznaczać kilka prostych kroków:
- zadać pytanie, zanim wyda się sąd,
- spróbować zrozumieć drogę, która doprowadziła kogoś do konkretnego stylu życia,
- nie ucinać rozmowy, gdy pojawia się gniew, żal do Boga czy Kościoła.
Człowiek, który nigdy nie został naprawdę wysłuchany, zwykle nie jest gotów na prawdę o sobie. Jezus, pozwalając grzesznikom wypowiedzieć lęk czy wstyd, otwiera drogę do głębszej przemiany niż ta wywołana samym zakazem.
Mówić prawdę językiem, który nie upokarza
Miłość bez prawdy staje się sentymentalizmem. Prawda bez miłości zamienia się w przemoc. Jezus przy stole łączy jedno z drugim: potrafi nazwać grzech po imieniu, a jednocześnie ocalić twarz człowieka. Do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie nie mówi przy tłumie: „jesteś cudzołożnicą”, lecz zwraca się do niej z szacunkiem i dopiero wtedy wypowiada wymagające „odtąd już nie grzesz”.
W kontaktach z ludźmi, których wybory uważamy za moralnie błędne, kluczowe jest, by:
- mówić do osoby, nie do etykiety („Ty, Kasiu…”, nie „Wy, rozwodnicy…”),
- odwoływać się do dobra, do którego ktoś jest zdolny, nie tylko do jego upadków,
- jasno oddzielać osobę od czynu: „to, co robisz, niszczy Ciebie i innych”, a nie „jesteś zły”.
Taki sposób mówienia nie rozmiękcza nauczania moralnego, ale sprawia, że ma ono szansę zostać przyjęte. Człowiek upokorzony zamyka się; człowiek uszanowany może usłyszeć nawet trudne słowa.
Przyjmować także własną grzeszność przy tym samym stole
Największym niebezpieczeństwem ucznia Jezusa nie jest kontakt z grzesznikami, lecz zapomnienie o własnym grzechu. W przypowieści o faryzeuszu i celniku to ten drugi wraca do domu usprawiedliwiony, bo ma odwagę stanąć w prawdzie: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. Ten, kto siada do stołu z innymi, musi pamiętać, że sam też zasiada po stronie potrzebujących miłosierdzia.
Ta świadomość chroni przed dwoma pokusami:
- wyższości – „ja pomagam upadłym”,
- rozpaczy – „oni są nie do uratowania”.
Z pokorą własnej słabości łatwiej wejść w relację, w której nie jest się „naprawiaczem”, ale bratem czy siostrą, którzy wspólnie potrzebują łaski. W takim klimacie stół naprawdę staje się miejscem działania Boga, a nie projektem czyjegoś ego.
Budować „stoły” także tam, gdzie nikt ich nie widzi
Ewangeliczne uczty są widowiskowe: wielu gości, poruszenie, komentarze. Tymczasem ogromna część „stołu z grzesznikami” rozgrywa się w ciszy: w kuchni, na spacerze, w samochodzie po pracy. To tam zapadają decyzje, czy zamknę się w sobie, czy wejdę w dialog, choć czuję zmęczenie lub opór.
Taki ukryty stół powstaje wszędzie tam, gdzie ktoś:
- rezygnuje z moralizatorskiego monologu na rzecz szczerej wymiany myśli,
- zamiast plotkować o czyimś upadku, dzwoni do tej osoby z zaproszeniem na spotkanie,
- przyjmuje pod swój dach kogoś po życiowej katastrofie, zanim zaczną się „rozmowy naprawcze”.
W takich miejscach miłosierdzie ma zwyczajną twarz: nakrytego stołu, termosu z herbatą w zimny wieczór, powtarzanego bez wielkich słów: „Jestem, nie uciekam, choć nie wszystko akceptuję”. To jest dokładnie ten rodzaj obecności, który najbardziej upodabnia do postawy Jezusa.
Ryzyko niezrozumienia i oskarżeń
Kto siada do stołu z odrzuconymi, niemal na pewno doświadczy niezrozumienia. Tak było z Jezusem: oskarżano Go o współudział, pobłażliwość, mieszanie się w „nie swoje sprawy”. Uczeń nie jest od tego wolny. Bliskość z kimś, kogo środowisko uznaje za „moralnie przegranego”, łatwo rodzi pytania: „Czy on jeszcze jest po naszej stronie?”.
W takich sytuacjach potrzebne są dwa rodzaje odwagi:
- odwaga wewnętrzna – uczciwe badanie własnych motywacji: czy rzeczywiście prowadzę ku dobru, czy szukam raczej emocji, akceptacji, prestiżu „otwartego człowieka”,
- odwaga zewnętrzna – gotowość, by spokojnie tłumaczyć swoje wybory, a czasem znieść krytykę bez rezygnacji z misji.
Zdarza się, że ktoś angażujący się w duszpasterstwo osób z marginesu spotyka się z drwiącym komentarzem: „Teraz modnie jest pomagać trudnym przypadkom”. W takich chwilach trzeba wracać do jedynego istotnego pytania: czy w tym konkretnym geście Jezus mógłby podpisać się swoim imieniem?
Stół jako miejsce rozeznawania, nie presji
Ucztowanie Jezusa z grzesznikami nie było kampanią agitacyjną. On nie „sprzedaje” przy stole pakietu zasad, lecz prowadzi ludzi do punktu, w którym sami zaczynają zadawać pytania. Zacheusz, który schodzi z drzewa, sam z siebie mówi o naprawieniu krzywd; celnicy pytają Jana Chrzciciela, co mają robić; Piotr po cudownym połowie wyznaje swoją grzeszność.
Jeśli nasze spotkania z osobami żyjącymi z dala od Boga zamieniają się w serię pouczeń, coś tu nie gra. Prawdziwe chrześcijańskie towarzyszenie:
- nie manipuluje poczuciem winy,
- nie przyspiesza nawrócenia według naszego kalendarza,
- nie szuka szybkich deklaracji, które dobrze wyglądają w świadectwie.
Stołu nie stawia się po to, by kogoś docisnąć argumentami, ale by wspólnie patrzeć w tę samą stronę. Czasem pierwszym krokiem nie jest moralna zmiana, lecz odzyskanie odrobiny nadziei. Jezus często zaczyna od przywrócenia godności, dopiero potem mówi o koniecznych korektach życia.
Jak wygląda nawrócenie przy stole
Nawrócenie w stylu Jezusa rzadko przypomina spektakularną scenę, po której od razu wszystko staje się idealne. U Zacheusza czy Piotra widać raczej początek drogi niż jej koniec. Podobnie dziś – owoc „stołu z grzesznikami” bywa bardzo konkretny, ale nierzadko rozłożony w czasie.
Często jest to proces, w którym ktoś:
- najpierw doświadcza, że nie jest przekreślony mimo błędów,
- potem zaczyna stawiać pytania o sens swojego stylu życia,
- w końcu podejmuje pierwsze, często chwiejne, decyzje zmiany.
Nawrócenie może przybrać formę gestu, który z zewnątrz wydaje się niewielki: rezygnacja z jednego toksycznego kontaktu, zgoda na terapię, pojednanie z kimś po latach milczenia, decyzja pójścia do spowiedzi po długim czasie. Jeśli u fundamentu jest doświadczenie bycia przyjętym, takie kroki mają głębszą trwałość niż deklaracje wymuszone presją.
Duchowe towarzyszenie tym, którzy „utknęli”
Zdarza się, że ktoś po wielu rozmowach, modlitwach, rekolekcjach… wciąż żyje w obiektywnie trudnej czy grzesznej sytuacji. Uczeń Jezusa może wtedy ulec pokusie zniecierpliwienia: „To nie ma sensu, on się nie zmieni”. Postawa Mistrza jest inna – cierpliwa, ale nie naiwna.
Duchowe towarzyszenie w takich przypadkach wymaga kilku postaw:
- wierności – nie zrywać więzi tylko dlatego, że ktoś nie spełnia naszych oczekiwań,
- jasności – nie udawać, że trudna sytuacja „jakoś się sama rozwiąże”, jeśli brakuje decyzji,
- modlitwy – regularnie oddawać Bogu tę osobę, uznając, że to On jest pierwszym duszpasterzem.
Nieraz prawdziwym owocem takiego procesu jest zmiana w sercu towarzyszącego: głębsza pokora, mniejsze zaufanie do własnych „metod”, większa zależność od łaski. W ten sposób stół z grzesznikiem staje się również miejscem nawrócenia ucznia.
Dom jako pierwsza szkoła stołu Jezusa
Niekiedy najtrudniejsze „ucztowanie z grzesznikami” dzieje się nie na ulicach, ale przy rodzinnym stole. Tam spotykają się różne wybory, kryzysy małżeńskie, odejścia od wiary, odmienne światopoglądy. Domowa przestrzeń może stać się albo polem minowym, albo miejscem łagodnego, ale jasnego świadectwa.
W codzienności rodziny praktyka „stołu Jezusa” oznacza między innymi:
- umiejętność rozmawiania o trudnych sprawach bez krzyku i pogardy,
- świadome unikanie „kaznodziejskich tyrad” przy obiedzie,
- znalezienie momentów na spokojną rozmowę w cztery oczy zamiast publicznego zawstydzania.
Rodzic, który przyjmuje dorosłe dziecko żyjące w jawnym konflikcie z nauczaniem Kościoła, stoi nieraz na bardzo cienkiej linii. Może jednak powiedzieć: „Nie zgadzam się na to, co robisz, ale nie przestaję być twoim ojcem / twoją matką. Ten dom jest także twoim domem” – i naprawdę tak żyć. To jedno z najbardziej zbliżonych do Ewangelii oblicz miłosierdzia.
Parafia i wspólnota jako przestrzeń wielu stołów
Praktyka Jezusa przy stole domaga się również przełożenia na życie wspólnot. Parafia, ruch, wspólnota akademicka – wszędzie tam rodzi się pytanie, czy jest miejsce dla ludzi „z krawędzi”: rozwodników, osób uzależnionych, po wyrokach, poranionych moralnie i duchowo.
Wymaga to nie tylko jednorazowych akcji, ale zmiany logiki funkcjonowania. Bardziej niż kolejne wydarzenia przyciągają:
- małe grupy, w których można mówić szczerze, bez strachu przed plotką,
- konkretne osoby – „Ania, Marek” – odpowiedzialne za towarzyszenie, a nie anonimowy system,
- regularne spotkania przy realnym stole: wspólne posiłki, agapy, rozmowy po Mszy.
Parafia, która jest gotowa zainwestować czas i ludzi w takie „stoły”, stopniowo przestaje być miejscem, gdzie przychodzi się tylko „po sakrament”, a staje się przestrzenią powolnego, lecz prawdziwego uzdrowienia relacji.
Między gościnnością a zgorszeniem wspólnoty
Otwartość na grzesznika ma też swoje napięcia. Pojawia się pytanie: jak przyjmować, nie gorsząc słabszych członków wspólnoty? Jak zaprosić do stołu kogoś, kto publicznie sprzeciwia się nauce Kościoła, a jednocześnie chronić sumienia, które łatwo się chwieją?
Potrzebne jest tutaj mądre, duszpasterskie rozeznanie. Można wyróżnić kilka zasad bezpieczeństwa duchowego:
- jasno komunikować, że gościnność nie oznacza zgody na wszystkie poglądy i praktyki,
- unikać powierzania funkcji publicznych tym, którzy jawnie żyją w sprzeczności z Ewangelią, dopóki sytuacja nie zostanie uporządkowana,
- chronić przestrzeń katechezy i formacji, by nie stawała się areną autopromocji postaw niezgodnych z wiarą.
Jednocześnie nie chodzi o to, by z „troski o zgorszenie” zamknąć drzwi przed każdym, kto ma skomplikowaną historię życia. Ewangelia pokazuje, że Jezus ryzykuje niejednoznaczność, ale robi to świadomie, zawsze z myślą o dobru najsłabszych – także tych, którzy obserwują Jego gesty z boku.
Modlitwa jako ukryty wymiar stołu
Wiele spotkań Jezusa z grzesznikami poprzedza lub kończy się modlitwą – choć nie zawsze wprost opisaną. On nie tylko z nimi rozmawia, ale też niesie ich w sercu przed Ojca. Bez tego wymiaru każdy „stół” łatwo zamienia się w czysto ludzką terapię lub projekt wychowawczy.
Uczeń Jezusa zapraszający do stołu odrzuconych potrzebuje stałego rytmu modlitwy za tych, których spotyka:
- prostej modlitwy imieniem: „Panie, zajmij się Piotrem, Ty wiesz jak”,
- ofiarowania trudnych rozmów i własnego lęku o wynik spotkania,
- korzystania z sakramentu pojednania także w intencji powierzonych osób.
Takie ukryte wsparcie sprawia, że to Bóg staje się gospodarzem stołu. Wtedy nawet pozornie nieudane rozmowy – pełne napięcia, niedomówień, łez – mogą w czasie zaowocować czymś, czego nie byliśmy w stanie zaplanować.
Żyć pamięcią własnego spotkania przy stole
Kto choć raz doświadczył, że został przyjęty „ponad miarę” – mimo realnych win, porażek, moralnych kompromisów – ten inaczej patrzy na cudze błądzenie. Nie chodzi tylko o dobrą teorię, ale o osobistą historię spotkania z miłosierdziem. Dla jednych będzie to spowiedź po latach, dla innych rozmowa z kimś, kto nie uciekł po wyznaniu prawdy, jeszcze dla innych – konkretna wspólnota, która nie wykluczyła po upadku.
Pamięć takich chwil staje się źródłem łagodności. Kiedy rodzi się pokusa potępienia, można wrócić do pytania: co stałoby się ze mną, gdyby wtedy ktoś zamknął przede mną drzwi? To pytanie chroni przed łatwym stawianiem się w roli sędziego i pozwala pozostać uczniem, który dalej uczy się od swojego Nauczyciela sztuki zasiadania do stołu z tymi, których świat odrzuca.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Dlaczego Jezus jadł z grzesznikami i celnikami?
Jezus siadał do stołu z grzesznikami i celnikami, aby pokazać, że przyszedł szukać i leczyć duchowo chorych, a nie nagradzać doskonałych. Wykorzystuje obraz lekarza: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. Jego obecność przy stole jest formą terapii duchowej, a nie aprobatą grzechu.
Wspólny posiłek był w tamtej kulturze znakiem bliskości i akceptacji. Jezus świadomie łamie religijny dystans i zamiast separacji wybiera towarzyszenie, tworząc przestrzeń, w której człowiek może doświadczyć przebaczenia i zacząć przemianę życia.
Kim byli „grzesznicy” w czasach Jezusa?
W Ewangeliach „grzesznik” to nie tylko ktoś jawnie niemoralny. Tym mianem określano wszystkich, którzy żyli – w ocenie środowiska religijnego – poza Bożym prawem. Mogły to być osoby o złej reputacji, lekceważące przepisy rytualnej czystości, pracujące w „podejrzanych” zawodach (np. celnicy) czy pochodzące z „nieczystych” środowisk.
W praktyce „grzesznikiem” mógł zostać nazwany ktoś, kto:
- nie przestrzegał drobiazgowo Prawa i zasad czystości,
- należał do zawodów uważanych za nieuczciwe (poborcy podatków, prostytutki),
- miał rodowe „obciążenia” lub publiczną, złą opinię.
Takich ludzi omijano, by samemu nie stać się „nieczystym” – i właśnie ten schemat Jezus burzy.
Co znaczyło „zasiąść do stołu” w kulturze żydowskiej I wieku?
Wspólny posiłek w kulturze żydowskiej był silnym symbolem. Oznaczał:
- bliskość – jadło się z tymi, których traktowano jak rodzinę lub przyjaciół,
- akceptację – stół mówił: „należysz, jesteś przyjęty”,
- pokój – z wrogiem można negocjować, ale je się z kimś, z kim żyje się w pokoju,
- czystość – jedzenie z kimś „nieczystym” mogło zanieczyścić także ciebie.
Dlatego zasiadanie Jezusa do stołu z odrzuconymi było odbierane jak deklaracja: „oni są moimi ludźmi”.
Czy Jezus akceptował grzech, skoro jadł z grzesznikami?
Jezus nie akceptował grzechu, ale akceptował grzesznika jako osobę. Jego obecność przy stole nie była przyzwoleniem na zło, lecz szansą na nawrócenie. W scenach z Lewim (Mateuszem), Zacheuszem czy „kobietą grzeszną” wyraźnie widać dwie rzeczy: jasne nazwanie grzechu oraz równoczesne przebaczenie i zaproszenie do zmiany życia.
Zmiana nie jest warunkiem wstępnym spotkania z Jezusem, lecz jego owocem. Najpierw relacja, potem przemiana – to porządek, który powtarza się w Ewangeliach i szokuje środowisko religijne tamtych czasów.
Kim byli „odrzuceni” i „margines” w Izraelu za czasów Jezusa?
„Odrzuceni” to szeroka grupa ludzi znajdujących się na marginesie religijno-społecznym:
- biedni, chorzy, żebracy, wdowy, sieroty,
- cudzoziemcy, Samarytanie, mieszkańcy pogardzanych regionów (np. Galilei),
- rytualnie nieczyści (trędowaci, kobiety z krwotokiem),
- zawody uważane za niegodne lub nieczyste (pasterze, prostytutki, celnicy).
Najczęściej nie byli „na marginesie” z własnego wyboru, lecz z powodu barier kulturowych i religijnych. Dla wielu pobożnych jedyną ofertą było: „najpierw się zmień, potem cię przyjmiemy”. Jezus odwraca ten schemat, zaczynając od przyjęcia.
Co wydarzyło się przy stole u Zacheusza i dlaczego to ważne?
W historii Zacheusza Jezus sam inicjuje spotkanie: woła go po imieniu i mówi, że „musi” zatrzymać się w jego domu. Wchodzi więc w przestrzeń człowieka uważanego za nieuczciwego celnika, zanim ten zdąży cokolwiek udowodnić. Dla otoczenia to skandal – wejście do domu oznaczało bliskość i wspólny stół.
Właśnie podczas tego spotkania Zacheusz podejmuje konkretne decyzje: oddaje część majątku ubogim i naprawia wyrządzone krzywdy. Pokazuje to dynamikę działania Jezusa: bezwarunkowe przyjęcie rodzi nawrócenie i sprawiedliwość, a nie odwrotnie.
Dlaczego Jezus porównuje Królestwo Boże do uczty?
Jezus często używa obrazu uczty, wesela, wielkiego przyjęcia, aby opisać Królestwo Boże. Uczta symbolizuje:
- przyjęcie przez Boga,
- przebaczenie i pojednanie,
- przywrócenie godności tym, których świat odsunął.
Gdy Jezus dziś siada do stołu z grzesznikami, pokazuje, że ta eschatologiczna uczta zaczyna się już teraz. Wspólny posiłek z odrzuconymi staje się znakiem, że w Bożym porządku miejsce uprzywilejowane otrzymują ci, którzy dotąd byli na marginesie.
Wnioski w skrócie
- W Ewangeliach „grzesznicy” to szeroka grupa ludzi uznanych za żyjących poza Prawem – często na podstawie społecznych i religijnych etykiet, a nie realnego stanu ich serca.
- „Odrzuceni” stanowili stały margines społeczno-religijny (biedni, chorzy, cudzoziemcy, trędowaci, celnicy, prostytutki), dla którego pobożne środowisko nie widziało miejsca bez wcześniejszego udowodnienia zmiany życia.
- Wspólny stół w kulturze żydowskiej oznaczał bliskość, akceptację i pokój, dlatego jedzenie z kimś uchodzącym za „nieczystego” było odczytywane jako publiczne uznanie go za „swojego”.
- Jezus, zasiadając do stołu z grzesznikami i odrzuconymi, świadomie przełamuje bariery religijnej separacji, pokazując, że Bóg szuka właśnie tych, których społeczeństwo omija.
- Jezusowa obecność przy stole nie jest aprobatą grzechu, lecz „terapią”: towarzyszeniem, które umożliwia uzdrowienie i nawrócenie, zamiast uprzedniego wymagania doskonałości.
- Historie Lewiego/Mateusza i Zacheusza ukazują odwróconą logikę: najpierw bezwarunkowe przyjęcie i wejście w relację, dopiero potem decyzja o zmianie życia i naprawieniu krzywd.
- Scena z kobietą grzeszną w domu faryzeusza Szymona ujawnia zderzenie dwóch postaw: surowej oceny według zewnętrznej reputacji oraz spojrzenia Jezusa, który mierzy człowieka miarą zdolności do miłości i przyjęcia przebaczenia.






